piątek, 9 listopada 2018

Malinowska Skała - przystanek na szlaku

Większość z nas uwielbia wyjazdy. Nieważne gdzie jedziesz, czy jest to letni urlop nad morzem, wiosenny wypad w góry czy jesienny trip do zagranicznego, dużego miast. Jedno jest pewne! Chcesz, żeby wszystko było dopięte na ostatni guzik. A przynajmniej ja tak mam. Chcę znać szczegóły każdej godziny wycieczki, wiedzieć jak dojadę do celu, gdzie będą spać, co  zobaczę. Wszystko super, ale gdzie miejsce na przygodę? Może okazać się, że to co mamy zaplanowane niekoniecznie jest takie fajne. Albo jest fajne, ale po drodze są rzeczy jeszcze lepsze. Nie ograniczaj się. Z własnego doświadczenia wiem, że jest to trudne dla ludzi bardzo zorganizowanych i lubiących mieć wszystko pod kontrolą. Ale powoli zmieniam myślenie. A pewna Malinowska Skała rozpoczęła tą przemianę.






Malinowska Skała, duży kawał kamienia o nieregularnych kształtach na szlaku Skrzyczne - Barania Góra. Miejsce, którego nigdy nie zapomnę i do którego na pewno powrócę. Dlaczego było tak wspaniałe i dlaczego właśnie tam zostaliśmy na dłużej? 



Trasa rozpoczęła się w Bielsku późnym popołudniem. W tym dniu udało się w trzy godziny dojść do schroniska na Szyndzielni. Drugi dzień rozpoczął się przejściem z Szyndzielni na Klimczok, a następnie drugą trasą aż do Przełęczy Salmopolskiej. W drodze na Skrzyczne spotkaliśmy Malinow(sk)ą Skałę. Ostatni dzień podróży obejmował największy szczyt wycieczki, czyli Skrzyczne, a naszym celem była niewielka miejscowość o nazwie Meszna. 


Najwyższy szczyt wycieczki: Skrzyczne (1257 m.n.p.m.)








Szyndzielnia - pierwsza niespodzianka

Ze względu na długie, sierpniowe wieczory mogliśmy pozwolić sobie na wyjazd w piątek po południu. Do Bielska dostaliśmy się pociągiem, a że jak już wspominałam, większość szlaków zaczyna się na dworcu, od razu zaczęliśmy wycieczkę. Trasa biegła przez park, a następnie po dość (ale nie bardzo) stromym podejściu naszym oczom ukazało się schronisko na Szyndzielni. Planując trasę traktowałam Szyndzielnię jako niezbędny punkt dający możliwość rozpoczęcia głównej trasy wcześnie rano w sobotę. I wtedy zaskoczyłam się po raz pierwszy. Widok w nocy był oszałamiający, jeden z najpiękniejszych. Cały wieczór spędziliśmy na tarasie budynku obserwując tysiące migających światełek miast. 




Ku mojemu zaskoczeniu po drugiej stronie szczytu  znajdowała się urocza polanka również z  cudownym widokiem na miasto.  Tam spędziliśmy noc. Rano z tego miejsca można było dostrzec wysoką wieżę widokową, która miała być naszym punktem wycieczki. Z tego względu, że niektóre szlaki są bardzo blisko siebie na mapie okazało się, że nie znajduje się ona na naszej czerwonej ścieżce.  Natomiast jeśli ktoś będzie miał okazję ją odwiedzić, zachęcam. Nawet z daleka robiła wrażenie, więc widok musi być niesamowity.

W sobotę rano z Szyndzielni w niecałe 20 minut dotarliśmy na szczyt Klimczoka. Z tego miejsca można było ujrzeć schronisko, do którego prowadziła niewielka przełęcz. W tym miejscu rozpoczęła się główna trasa. W drodze na Skrzyczne można znaleźć dwa punkty noclegowo- gastronomiczne. Pierwszym z nich jest Chata Wuja Toma, przeurocze miejsce oferujące doskonałą kuchnię oraz nocleg w dwóch standardach: schroniskowy, czyli pomieszczenia wieloosobowe oraz wyższy: domki, pokoje 1-2 osobowe oraz czteroosobowy apartament z sauną. Drugim punktem jest Biały Krzyż, w którym znajduję się kilka restauracji. Jest to przełęcz między Wisłą a Szczyrkiem, czyli ewentualne wyjście awaryjne (jeśli nie chcemy kontynuować wycieczki z różnych powodów). 




Malinów - druga niespodzianka

Od razu za Białym Krzyżem znajduję się Malinów (szczyt o wysokości 1114 m.n.p.m). Sam w sobie nie jest za bardzo urzekający, natomiast kierując się w stronę rozwidlenia szlaków Barnia Góra - Skrzyczne można zaobserwować przepiękny widok, co w połączeniu ze zbliżającym się zachodem słońca i niesamowitą florą gwarantuje nam niezapomniane wrażenia. Przez chwilę nawet rozważaliśmy tam dłuży przystanek w oczekiwaniu na zachód słońca. Miejsce bardzo godne polecenia. Znajduję się na szlaku od Baraniej Góry lub od Skrzycznego w stronę przełęczy Salmopolskiej. Jeśli nie za bardzo lubisz długie, górskie wycieczki można  odwiedzić te miejsce z parkingu na Białym Krzyżu (około 50 min piechotą). 









Malinowska Skała - trzecia niespodzianka

Po dojściu do rozwidlenia szlaku skręciliśmy w lewo w stronę szczytu Skrzyczne, które było naszym celem. Od tego momentu droga była płaska. Uważam, że szlak między Baranią Górą o Skrzycznem jest jednym z najpiękniejszych jakie widziałam. Jest raczej otwartą przestrzenią, pozbawioną dużej ilości wysokich drzew, więc może być super opcją dla wielbicieli nocnych wypraw po górach. Charakterystyczne dla ponad tysiąca metrów otoczenie, które osobiście uwielbiam, powoduje, że taki spacer sprawia nam 100% radości. Dodatkowo przez większość trasy widać cel podróży. I właśnie w drodze na ten nasz olbrzymi cel ukazała się Malinowska Skała.


Powyższe zdjęcie ukazuje nam trzy charakterystyczne punkty: Małe Skrzyczne, Skrzyczne i Malinowską Skałę. Miejsce, z którego był tak niesamowity widok, że postanowiliśmy tam zostać. Na samej górze skały ludzie czekali na zachód słońca, a pod nią znajdowało się przygotowane miejsce na ognisko. Zachwytom nie było końca!

















Zejście ze Skrzycznego - niespodzianka na koniec

Skrzyczne zalicza się do jednego z bardziej turystycznych wzgórz (oczywiście mniej niż Góra Żar), na które można wjechać za pomocą dwóch kolejek z centrum Szczyrku. Niebo niestety nie było zbyt przejrzyste tego dnia, więc widok również był bardzo ograniczony. Natomiast były dwie rzeczy, które mnie urzekły: paralotniarze i pierwsza część zejścia ze szczytu. Szlak prowadził stromym zboczem w dół bardzo wąską ścieżką wśród drzew. Może ludzie wchodzący na górę nie zgodzą się ze mną, ale mnie ta droga kupiła całkowicie. Jeśli nie masz ochoty na dwugodzinne wejście na szczyt można wjechać kolejką do połowy, a resztę przebrnąć na własnych nogach. 





















20 komentarzy:

  1. Super, pięknie! Uwielbiam chodzić po górach, a do Bielska mam blisko i nie raz byłam na Szyndzielni i Klimczoku :)
    Zapraszam! www.zuzu-zuzannaxx.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń
  2. Piękne widoki, super zdjęcia 😍 Chętnie wybrałabym się na taką wycieczkę.

    OdpowiedzUsuń
  3. Widoki są boskie a takie wspomnienia na pewno zostaną długo w pamięci

    OdpowiedzUsuń
  4. Super widoki! Matka natura wiedziała co robiła :)

    OdpowiedzUsuń
  5. piekne zdjecia, uwielbiam takie miejsca do relaksu i odppoczynku

    OdpowiedzUsuń
  6. Widoki zapierają dech w piersi ♥

    OdpowiedzUsuń
  7. Przecudne widoki <3 ! Chętnie się tam wybiorę :-) uwielbiam takie wycieczki!

    OdpowiedzUsuń
  8. Ten komentarz został usunięty przez autora.

    OdpowiedzUsuń
  9. Te pierwsze zdjęcie niesamowite! Aż jestem w szoku, że to Polska haha

    OdpowiedzUsuń
  10. Cudowne fotografie, naprawdę przepiękne zdjęcia :) Niesamowite widoki, kocham góry, mieszkam w nich więc to mój dom :) Tylko, że mieszkam w górach stołowych a dokładniej obok nich bo w kotlinie :) Tak więc mam piękno natury pod nosem :)
    Pozdrawiam ciepło ♡

    OdpowiedzUsuń
  11. Ale cudowne miejsce :) Uwielbiam takie wycieczki.
    Pozdrawiam.

    OdpowiedzUsuń
  12. Piękna relacja z cudownej podróży! Jak wspomniałaś, większość z nas lubi podróżować i nie należę do wyjątków. Ale zastanawiam się, co do kwestii, czy mam wszystko zaplanowane na ostatni guzik. Wydaje mi się, że nie - wiadomo mam mniejszy czy większy zarys, ale nie jestem typem osoby planującym wszystko od A do Z. :) Cieszę sie, że Malinowska Skała (ale ma piękną nazwę!) stała się tą przemianą. Nazwa szczytu - Malinów też bardzo smacznie brzmi :D Nie mogę napatrzeć się na te widoki, może mieszkam na górskich terenach, to i tak te krajobrazy wzbudzają we mnie po prostu spokój. Pozdrawiam i obserwuję! :)

    OdpowiedzUsuń
  13. Ja zawsze uważam, że warto dowiedzieć się czegoś o miejscu, do którego się jedzie, sprawdzić, jakie są atrakcje, ciekawe miejsca, ale myślę też, że nie warto robić bardzo szczegółowego planu, a pozwolić sobie na trochę luzu, błądzenia po uliczkach itd., bo dzięki temu możemy odkryć piękne miejsca, niekoniecznie te "turystyczne", cieszyć się odkrywaniem i też trochę odpocząć.
    Góry mają w sobie magiczny urok, ale najbardziej czuje się go, gdy samemu wejdzie się na szczyt, bo zdjęcia często tej magii nie oddadzą :)
    nicolestraveljournal.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń
  14. Piękne zdjęcia. Cudowne widoki 🙂

    OdpowiedzUsuń
  15. Boziu jak pięknie :) Jak widzę takie widoki to zaczynam się coraz bardziej przekonywać do gór :)

    OdpowiedzUsuń
  16. O jakie piękne miejsce. Chętnie bym sobie pochodził. Bo miejsce świetnie się nadaje na długi spacer ;)

    OdpowiedzUsuń
  17. Fajny wpis, przyjemnie się czytało :D Widoki i zdjecia cudowne :D
    Zapraszam także do siebie na nowy post - KLIK

    OdpowiedzUsuń
  18. Ja nie pamiętam, kiedy ostatnio miałam okazję tak chodzić po górach. Zdjęcia są przepiękne *.*

    OdpowiedzUsuń