piątek, 12 października 2018

Pokochaj góry czyli podejście pierwsze

Kiedy zamykasz oczy i myślisz o wymarzonych wakacjach co widzisz? Plażę, morzę i dużo słońca? Do nie tak dawna widziałam w głowie ten sam obrazek, ale wybrałam się (a raczej zostałam przymuszona) na pierwszą wycieczkę w góry i  zakochałam się bez pamięci. Po tym zrozumiałam, że stwierdzenie "nie lubię gór wolę morze" nie mogło być ani trochę prawdziwe, bo jak można oceniać coś czego się nie widziało lub nie przeżyło. 





Na samą myśl o górach robiło mi się słabo. Wyobrażałam sobie te kilometrowe męki pod górę bez odpoczynku. Ale kiedy weszłam na pierwszy szczyt wszystko zrozumiałam. Jak mogło mnie tu nie być wcześniej? Dlaczego zaczęłam dopiero teraz? Przecież to tak blisko domu - miałam tysiące myśli naraz ale wszystko sprowadzało się do jednego - to nie będzie moja ostatnia wyprawa. Wycieczka nie była zaplanowana przeze mnie, nie wiedziałam gdzie idę, co będę jeść, gdzie będę spać. To było okropne uczucie jak na osobę, której organizacja życia dla niejednych wydaje się niezdrowa i obsesyjna. Wszystko zaczęło się w Wiśle w majówkę. A po 3 dniach i 63 km byłam w Górkach Wielkich. 



Trasa prowadziła z Wisły przez Soszów na Stożek Wielki. Następnie przyjemnym granicznym szlakiem doszliśmy pod Baranią Górę, która zdecydowanie przerosła moje oczekiwania. Moje 1220 m.n.p.m na własnych nogach. Następnie były: Biały Krzyż, zejście do Brennej, wejście na  Błatnią i zejście do  Górek Wielkich. 


Całość obejmowała szlaki Beskidu Śląskiego. 
Najwyższym szczytem była Barania Góra 1220 m.n.p.m








Co zapamiętałam:
  • zmęczenie - olbrzymie zmęczenie (największe podczas pierwszego podejścia)
  • tęcza - przepiękna, podwójna tęcza (i to aż dwa razy!)
  • miasta nocą - przepiękny widok szczególnie w Beskidzie Śląskim, gdzie miasteczek jest wiele
  • burze - z deszczem i piorunami trwającą 2 godziny,
  • spanie w namiocie - po raz pierwszy w życiu
  • niesamowite widoki!



Wyprawa przebiegła bez większych komplikacji. Zakochałam się nie tylko w górach ale i w mapie. Po pierwszym dniu całkowicie przejęłam nad nią kontrolę. Na ostatnim zejściu zawitała burza. I tu przyznam się otwarcie - było to moje jedne z najgorszych przeżyć. Strach, przerażenie i pragnienie bycia na dole to były jedyne myśli w mojej głowie. Zaczęło się od deszczu, potem przyszły pioruny i grzmoty. Po dwóch godzinach zobaczyłam pierwsze domki i poczułam niesamowitą ulgę. Drugim strachem, który musiałam pokonać było spanie w namiocie... na dziko. Miejsca były zaplanowane wcześniej, warto kierować się mapą i poszukać punktów widokowych. Mimo strachu było warto. Natura, którą tam spotkałam zaskakuje mnie do teraz. Nie tylko widoki było oszałamiające, ale przyroda i różnorodność szlaków były nie do opisania. Wszystko zmieniało się w zależności od wysokości. Pierwsze podejście było trudne, bardzo trudne. Prowadziło przez Soszów na Stożek Wielki. W obydwóch punktach znajdują się schroniska, w  których można zjeść obiad, napić się kawy lub zimnego piwa. W drugim dniu zawitaliśmy na Stecówce, a następnie po wyczerpującym i  stromym podejściu ku naszym oczom ukazało się schronisko POD Baranią Górą. Niestety na szczyt prowadziło kolejne, godzinne podejście. Osobom, które lubią góry ale nie chcą dać sobie popalić zdecydowanie polecam wejście na Baranią Górę od strony Malinowskiej Skały i Skrzycznego. Jest dużo łatwiejsze, ponieważ na Skrzyczne można wjechać kolejką, a następnie górą dostać się na Baranią. Dodatkowym plusem tej trasy jest widok szczytu podczas ''wspinaczki''.  U góry czeka na nas wieża z punktem widokowym. Warto wspomnieć, że szczyt znajduje się w samym środku rezerwatu a to oznacza całkowity zakaz biwakowania, rozpalania ogniska oraz odejścia od szlaku. Podczas zejście były dwie możliwe trasy: na wcześniej wspomniane Skrzyczne lub na Biały Krzyż. My wybraliśmy tę drugą i tam spędziliśmy noc. Następnego, ostatniego dnia przez przełęcz Salmopolską można kontynuować wycieczkę czerwonym szlakiem w stronę Klimczoka i Szyndzielni. Natomiast ze względu na nasz cel jakim były Górki Wielkie postanowiliśmy odwiedzić Brenną i pozwolić sobie na chwilę relaksu nad rzeką. Wspaniałe uczucie pod warunkiem, że nie czeka nas kolejne podejście tym razem na Błatnią, a z niej prosto do Górek. Trasa zawierała w sumie trzy ostre podejścia: pierwsze z Wisły na Soszów (około 450 metrów przewyższenia), drugie  na Baranią Górę (320 metrów) i trzecie z Brennej (około 522 metrów). Z tego krótkiego doświadczenia wiem, że niestety zejścia do miasteczek są bardzo uciążliwe, tym bardziej pod koniec wycieczki, ponieważ najpierw trzeba zejść (jeśli chodzisz po górach wiesz, że wchodzenie jest bardziej męczące, ale również bardziej komfortowe), a następnie znowu z poziomu 300-400 metrów wdrapać się na szczyt. Dlatego jeśli możesz, omijaj cywilizację. Jeśli spodobała Ci się trasa, a opcja spania w namiocie już nie. Bez obaw. Na trasie jest wiele schronisk, jednak należy dobrać trasę tak, żeby nie chodzić po zmroku. Nawet jeśli w ośrodkach zabraknie miejsca PTTK oferuje nocleg na ziemi. Dodatkowo podczas organizacji wyjazdu można zdecydować się na mniejszą ilość jedzenia pod warunkiem, że  liczymy się z kosztami. Ze względu na wysoki koszt utrzymania schroniska są drogie (a przynajmniej droższe niż Ci się wydaje). Także planując wycieczkę przemyśl parę istotnych kwestii:

  • gdzie chcesz spać (namiot czy raczej schronisko),
  • co chcesz jeść (własne jedzenie czy gotowe obiady),
  • czy musisz wrócić w określonym dniu (czy możesz zatrzymać się na dłużej w miejscu, które Ci się najbardziej spodoba). 


Co warto zabrać:

Mapę, mapę i jeszcze raz mapę.

Dlaczego? Z wielu powodów. Po pierwsze pozwoli wam zaplanować trasę i nie zgubić się w trakcie wyprawy. Po drugie jest świetną zabawą. Można rozpoznawać sąsiednie szlaki, wypatrywać i dostrzegać konkretne szczyty wokół was. Po trzecie wskaże wam gdzie jest jedzenie

Odpowiednie buty (buty w góry!)

Wygodnie i bezpiecznie. Oczywiście zaczynając swoją przygodę z górami nie biegniesz do sklepu z kilkoma stówami w kieszeni i nie kupujesz najdroższych butów na półce. Ale warto o tym pomyśleć. Porządne buty stabilizują kostki, są odpowiednio dopasowane do kamieni (których na szlaku nie brakuje). Ja swoją przygodę zaczęłam w miękkich, piankowych adidasach i moje stopy odczuły tego konsekwencję. Jeśli dodatkowo pada deszcz lub trawa jest mokra z rosy to przyjemny wypad w góry stanie się bardzo przykrym doświadczeniem. 

Ubranie

Zależne od pory roku. Jednak warto zawsze mieć coś cieplejszego i coś przeciwdeszczowego. Pogoda w górach może zmienić się bardzo szybko. Dodatkowo warto zaopatrzyć się w termoaktywne koszulki lub bieliznę. W chłodniejsze okresy obowiązkowo czapka.


Jedzenie

Ilość zależy od trasy. Jeśli wiesz, że po drodze czekają Cię zejścia do miast lub schroniska ilość jedzenia może być ograniczona (zaoszczędzi to miejsce w plecaku). Jeśli natomiast wiesz, że przez trzy dni nie zobaczysz cywilizacji musisz zaplanować wszystkie posiłki. warto zadbać o produkty dające zastrzyk energii (kabanosy, batony). Dodatkowo warto mieć tabliczkę czekolady, gdyby zabrakło cukru w organizmie. 


Woda

Nie muszę chyba tłumaczyć dlaczego.

Śpiwór (i namiot)

Śpiwór obowiązkowo, namiot niekoniecznie. Nawet jeśli nie planujesz spania tzw. na dziko lub rozbicie się przy schronisku weź śpiwór. Większość schronisk oferuje pokoje, w których są tylko łóżka lub na wypadek braku miejsc ośrodki oferują nocleg... na ziemi.





















14 komentarzy:

  1. Wiem, co czujesz! Chociaż ja kocham góry od najmłodszych lat dzieciństwa, to nie wyobrażam sobie żeby mogłoby mnie tam zabraknąć! Kocham wszystkie od gór świętokrzyskich, przez góry Dolnego Śląska po góry gór, czyli Tatry. Wasza burza jest przykładem tego jak szybko w górach zmienia się pogoda i tego, że po prostu należy uważać i być dobrze zaopatrzony. Trzymam kciuki za Twoje kolejne spotkania z górami! Jak coś, mogę polecić parę łatwych i bardzo widokowych tras, ale myślę, że sama też wybierzesz bardzo dobrze:) Pozdrawiam i witam w gronie #Wgórachjestwszystkocokocham :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dokładnie góry są piękne, ale trzeba pomyśleć o wszystkim przed wyjazdem. Cieszę się, że jest nas więcej. Jeśli nie będę miała pomysłu na wycieczkę odezwę się na pewno! :)

      Usuń
  2. Przepiękne zdjęcia, całkowicie w moim klimacie. Chętnie bym się wybrał w te miejsca. Dziękuję, że nam je pokazałaś.

    OdpowiedzUsuń
  3. Lepiej późno niż wcale ;) Ja dość wcześnie miałam okazję poznać góry, uwielbiam do nich wracać. Szczególnie właśnie jesienią, bo wtedy są moim zdaniem najpiękniejsze. Za to od paru lat... tęsknię za morzem!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja troszkę też. Góry blisko, więc każdy weekend można tam spędzać tym bardziej właśnie w taką piękną jesień. Nad morze to już wyprawa :)

      Usuń
  4. ja jednag wole morze , więc kazdy z nas ma jakies bzika

    OdpowiedzUsuń
  5. dla mnie wakacje to niekoniecznie morze, zdarza nam się jeździć dosłownie wszędzie. ;) w góry chodzę od dziecka, te rejony to akurat czasy mojej podstawówki, gdy jeździliśmy na tam na wycieczki szkolne i uwielbiam je właśnie z tego sentymentu. :) góry są świetne i wędrówki po nich dają niesamowitą satysfakcję. :)
    pozdrawiam serdecznie.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. zgadzam się w 100% góry są wspaniałe, natomiast warto też zobaczyć inne piękne miejsca :)

      Usuń
  6. Góry kocham od małego i ta miłość nigdy się nie skończy ;)

    OdpowiedzUsuń